Jeśli chcecie znaleźć miejsce, które się wydaje końcem świata, wystarczy przyjechać do Polany: kilka domów, polne drogi, mostek prowadzący przez strumyk, wiejski kościółek z Domem Młodzieżowym im. św. Jana Bosko, w którym zostaliśmy zakwaterowani i dwa sklepy, przeżywające w czasie naszego pobytu oblężenie. Miejsce wymarzone na to, by uciec przed zgiełkiem codzienności, poczuć bliskość natury i odczuć jak daleko jesteśmy od cywilizacji. Jedno jest pewne, stąd wszędzie jest daleko, ale choć bywa to uciążliwe, można sobie z tym poradzić, a najważniejszy jest optymizm i radość od samego początku. Zdziwione twarze miejscowych, kiedy przyglądali się nam podczas naszego pierwszego spaceru po okolicy, świadczą o tym, że ta mała społeczność raczej nie przywykła do gości. I choć my sami przyzwyczailiśmy się na co dzień do komputerów i telewizji, to bycie na „końcu świata” ma swój urok. Oczywiście tylko pod warunkiem, że na takim pustkowiu znajdą się osoby, które lubią i szanują się nawzajem, a do tego wspólnie chcą stworzyć i przeżyć coś dobrego, wartościowego, co zapisze się nie tylko pięknym wspomnieniem, ale również pozostawi trwały ślad w naszych sercach i umysłach.
Zaczęło się od przydzielenia pokoi i podzielenia nas na cztery grupy, w ramach których będziemy później pracować pod okiem naszych wychowawców. I choć są to momenty, które na każdym wyjeździe budzą wiele emocji, a często nawet sporów i protestów, tutaj obyło się bez licytacji i kłótni, a więc zapowiada się całkiem nieźle. Może uda nam się z tego stworzyć coś dobrego, zdaje się, że okazji ku temu będzie wiele. Wspólne wędrówki, posiłki, msze święte, zabawy i gry, rywalizacja, a jednocześnie współpraca – wszystko, co czeka nas podczas tego obozu okaże się sprawdzianem dla nas samych. Powodzenia!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz